RSS
poniedziałek, 29 października 2012

Wczoraj mimo paskudnej pogody grzebałem w aucie. Zasmarkany, przeziębiony ale co tam! Stwierdziłem, że praca wprost na parkingu, w topniejącym śniegu to średni pomysł jest.

Dlatego wrzuciłem pytanie po kolegach z orga i złosił się Piotr, który użyczył mi swojego garażu na kilka godzin. Fakt, że w Piasecznie, ale to i tak lepsze niż klęczenie w wodzie pod autem.

Podjechałem, pogadaliśmy (o jepppppach oczywiście!) i zabrałem się za wymianę. Plan był taki, żeby w Cherokeem wymienić końcówkę drążka oraz amortyzator skrętu. Bałem się kłopotów, że amorek nie da się wykręcić, albo, że coś nie będzie pasować.

Ale wykręcenie okazało się banalne - końcówka drążka puściła prawie ręką (młotek poniżej 0,5kg można uznać, za "rękę", prawda?).

Amor od strony mostu siedział ciut mocniej, ale też w końcu poddał się - pomogła dźwignia z rurki.

Problemy wyszły przy montażu. Śruba dostarczona razem z amortyzatorem okazała się za gruba i musiałem wymyśleć coś zastępczego. Znalazłem śrubę od zacisku hamulcowego - solidna twarda stal, będzie trzymać. Z drugiej strony tuleja wchodząca w otwór resoru okazała się o milimetr za długa. Warsztat kolegi okazał się dobrze wyposażony i dwie sekundy na szlifierce i wszystko pasowało idealnie. Później tylko towotnica, zasmarowanie końcówki i gotowe.

Jednak to dopiero początek naprowadzania zawieszenia Czarnego do stanu bardzo dobrego-inne końcówki też już trzeba wymienić. Mam tylko nadzieję, że panhard jest zdrowy bo jego wymiana to spore koszty (ca 500 zł albo i więcej).

Zadowolony sukcesem przy wymianie amortyzatora/końcówki rzuciłem się na wymianę krzyżaka. Tu ... kompletna porażka. Śruby zapieczone na beton, odpuściłem, bo o ile krzyżaki miałem ze sobą to już miseczek i śrub trzymajacych krzyżak do wału nie posiadam. I zapisałem sobie, żeby kupić klucz najlepszy jaki tylko się znajdzie numer "8". Te które miałem gięły się już na widok zapieczonych śrub...

W każdym razie prowadzenie jeepa poprawiło się, już nie lata jak wariat - lata tylko trochę.

sobota, 27 października 2012

Pada, wieje, śnieg po pas..

ale padłem pod kierownicę kiedy w taką pogodę, w śnieg i zawieję wyszli do pracy Panowie Drogowcy. Po co? Żeby kosić trawę.

Autentycznie w okolicach południa przy Trasie Toruńskiej natknąłem się na grupę z kosiarkami ręcznymi, stali już w śniegu .. i rozglądali się podejrzliwie czy gdzieś spod śniegu nie wystaje chociaż odrobina trawy, żeby mogli sobie ją skosić. Cudny widok. Takie doznania tylko w PL (nie mylić z PRL-em!)

Wczoraj żeby sobie poprawić i tak już cudowny nastój postanowiłem uwalić się bimbrem. Akurat była okazja bo dostałem od znajomego butelkę 0,7. Doskonała substancja, 45%, bez odrzucającego zapachu, w smaku po prostu rozpływał się w ustach.

Po każdym kieliszku smakował mi ten trunek bardziej.

Pijąc miałem okazję popodziwiać dbałość o szczegóły gorzelnika - elegancki korek, zalakowana  butelka, na butelce etykieta informująca o nazwie "Bimber Owocowy Mix", zawartość alkoholu, wytwórnia: "Witek domownik".

Urżnąłem się cudownie, rano głowa nie bolała a co więcej dobre 1/2 butelki wciąż czeka na lepsze czasy.. :)

"za tych co nie mogą!"

Tagi: bimber
14:13, mojjeep
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 25 października 2012

No kurde do tej pory rozważałem reanimację pod kontem merytorycznym. Teraz siadłem nad tym od strony finansowej. No i siadłem.

Optymizm też mi siadł. To potrwa zdecydowanie dłużej niż sądziłem. Jutro zacznę pałować się nad gratami wyciągniętymi ze Szczepana. Zacznę od elektryki i zamków.

 

Na razie rozglądam się za nową/nową używaną chłodnicą - a o jutra czas zakasać rękawy.

Miałem mieć urlop od przyszłego tygodnia, ale nic z tego, urlop przesunął mi się o miesiąc. I naprawy fury też.

Wniosek? Chwilowo nie mam czym jeździć. Takie czasy, nic tylko podciąć sobie żyły.

 

Ale na pocieszenie i na długi noce pojawił się nowy sezon The walking dead..

 

środa, 24 października 2012

Tak się zastanawiam na ile opłacalne sa naprawy poszczególnych silników. Koszty w przypadku rzędowej szóstki są chyba jeszcze znośne, ale V8 w Grand Cherokeem to pewnie większa i kosztowniejsza zabawa.

Po demontażu Szczepana poprzenosiłem wszystkie klamoty do mieszkania. Wygląda tu teraz jak jakaś dziupla paserska. Jeszcze policji mi tu brakuje, żeby mieć spore kłopoty (taki żarcik dla wiedzących-o-co-chodzi).
Segregacja:
- atrapa przednia
- przewód chłodnicy (sprawdzić czy górny czy dolny)
- reduktor gazu
- zegary (wskaźniki znaczy)
-wiatrak wentylatora
-tylne lampy
-reduktor gazu
-silniczek pzednich wycieraczek wraz z ramą (wyglądają na nie wyrobione)
-dwa siłowniki tylnej klapy (ale nie wiem czy trzymają)
- Zegar cyfrowy
- cewka + rozdzielacz
- cztery siłowniki centralnego
- cztery zamki drzwi-w bardzo dobrym stanie
- osprzęt klimatyzacji
- rura gumowa od przepustnicy (ta fi 70)
- uchwyty tylnej kanapy wraz z gumkami (po wymianie może nie będzie piszczeć na wybojach)


Niedługo większość tych zabawek znajdzie się w Czarnym, ale najpierw to muszę zadbać o jego zawieszenie i układ napędowy - co ani proste ani tanie nie będzie.

sobota, 20 października 2012

Jestem mega zadowolony z dzisiejszego dnia. Korzystając z pięknej pogody, nie bacząc na przeziębienie, kaszel, stan podgorączkowy ruszyłem do garażu grzebać w Szczepanie.

 

Zacząłem od zdemontowania butli gazowej, chcę dla niej zdobyć papiery i butlę z demobilu doinstalować w Czarnym.

Generalnie demontaż butli to trywialna sprawa:

-zakręcamy zawór przy zaworze hehe

-odkręcamy dwa przewody (jeden jest od wlewu gazu a drugi idzie do silnika-zasila go gazem) – tu uwaga, ulatniający się z przewodów gaz może nam odmrozić łapki więc naprawdę trzeba ostrożnie

-ta moja butla była przymocowana dwoma opaskami – także wystarczyło dwie śruby odkręcić aby całość zdemontować

- ja pokusiłem się też o zdjęcie podstawki – metalowego stelaża na którym sobie butla leży –aby to zrobić musiałem wleźć do kanału i wykręcić bak, bo śruby od dołu były już nieźle skorodowane i o mały włos nie skończyło się na cięciu diaksą.

-dodatkowo zdemontowałem również reduktor gazu – jeśli okaże się, że mój jest już leciwy to liczę, że wymiana będzie plug-n-play.

Całość zapakowałem na Czerwonego i zabrałem się za demontaż innych zabawek. W sumie udało mi się:

- wkłady wszystkich czterech zamków – wyglądają bardzo dobrze i przed zimą fajnie byłoby je zamontować do Czarnego- umyć, nasmarować i zamontować.

- wszystkie cztery siłowniki centralnego zamka. Jeśli działają to je zamontuję u siebie, liczę, że uda mi się dorobić centralkę i będę mógł się cieszyć zamykaniem / otwieraniem drzwi z pilota

- zegar do środka – nie wiem czy działa, przyznaję, ale jeśli działa to w końcu reanimuję w Czarnym wskazania godziny.

- atrapa/grill. Wygląda bardzo dobrze, nie jest zniszczona więc też może wymienię sobie w Czarnym na niepołamaną i w kolorze srebrnym.

- masa drobiazgów, przełączniczków, włączniczków, plasticzków itp. – nie wiem czy się przydadzą, ale jeśli tak, to warto było.

 

Zabrałem również zapas – po sprzedaży 4 felg Mangelsa została mi piąta, która leżała w garażu Ojca ponad rok – i wciąż trzyma powietrze. To zimówka co prawda, ale awaryjnie będzie okay.

 

Plan na jutro:

Rano muszę to wszystko wypakować – mam zajęty zarówno calutki bagażnik jak i przednie siedzenie jest zawalone gratami. Dodatkowo chcę to posegregować, poopisywać, doczyścić – co do natychmiastowego montażu a co idzie na półkę na przyszłość.

 

W garażu zostały zwłoki Szczepana – buda i koła. Został jeszcze silnik plus skrzynia biegów. Mam nadzieję, że następnym razem uda mi się wyjąć. Spróbuję zrobić to w komplecie wycinając po prostu przód – tak mi poradził kiedyś Antek.

Jadąc muszę zabrać tylko jakąś starą piastę, liczę, że któraś się uchowała. Po to, żeby wytoczyć te zwłoki z garażu już na dobre. Podepnę się jeepem i pociągnę strucelka :-)

 

Już ruszałem od rodziców, objedzony dobrym, domowym obiadkiem, kiedy Mama mi pod nos podetknęła zdjęcia ze Smoleńska, te takie zwłoki, kawałki ludzi itp. Nie wiem po cholerę mi to oglądać.. żałowałem momentalnie, że najedzony jestem…brr..

czwartek, 18 października 2012

I stało się. Wystawiłem Czerwonego Granda na sprzedaż. Chciałem go wystawić przed weekendem, bo jeśli ktoś zainteresowany to mógłby na przykład w weekend się pojawić celem oględzin.

Wystawiałem klasycznie:

- wersja allegro

- wersja na czym-się-dało

-wersja na jeep.org.pl wzbogacona o dokładniejszy opis stanu

 

Z Czarnuchem muszę jeszcze chwilkę poczekać nim go wystawię, niech wygląda jak człowiek najpierw :-)

Już czuję, że będę żałował sprzedaży tak jak kazdego auta dotychczas, ale dwie fury to gruba przesada.

 

Ooo a to fota Czerwonego z wypadu do Szczawnicy (2012):

... bo na doprowadzenie auta do stanu "ideał" potrzebuję monety :)

11:20, mojjeep
Link Dodaj komentarz »
środa, 17 października 2012

Praca na trzy etaty nie ułatwia mi zajmowanie się autami. Oo ale odebrałem w poniedziałek Czerwonego Granda.

Sprawcą całego nieszczęścia okazał się czujnik temperatury. To ten drań otwierał na maksa przepływ paliwa że aż kapało mi z rury. A że w ferworze walki wymienialiśmy inne rzeczy to podsumowanie finansowe mnie trochę zabolało. I musiałem odłożyć w tym miesiącu pracę nad Czarnym. Może w weekend usiądę i zacznę go odrobinkę rozbierać. Wyjęcie takiej na przykład chłodnicy nie powinno stanowić problemu.

Wczoraj cieszyłem się jak dziecko, że mam terenóweczkę. W nocy padało (a w zasadzie lało). Wszystkie ulice były zalane, że niejedna osobówka dezerterowała. Na własne oczy widziałem jak jakaś Honda cofała przed wjazdem na rondo i tyłem się wycofywała po rondzie. Swoją drogą ciekawy widok. A że ja jeździłem 2 razy do firmy a w międzyczasie byłem zjeść śniadanie (o 1 w nocy tak na marginesie) to miałem okazję się pobawić troche na błotnistych dróżkach. Ciepło, deszczowo - fantastisz.

Teraz się wożę jak Panisko - Czerwony ma jednak swoje zalety, a podstawowa to że jest wygodnym autem do przemieszczania się z punktu A do punktu B bez zastanawiania się, czy ubrudzę tapicerkę, czy że nie przejadę przez dużą wodę.

Kto przejeżdzał Płochocińską po dużym deszczu ten wie o jakich "kałużach" mówię :)

A teraz siadłem i policzyłem sobie, że jest środa a ja przepracowałem 36 godzin.. to masakra jakaś. Nie zostaje mi już czasu na nic więcej - może to i lepiej.

Ale gazownik który zajął się jeepem ustawił go perfekt - moc i spalanie są ustawione idealnie, chyba z tego powodu warto było.

Tagi: gaz praca ZJ
19:08, mojjeep
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2
Zakładki:
Http://go.jeep-xj.info/
Http://jeepnieci.pl
Www.jeep.org.pl/forum
Tagi