RSS
sobota, 29 września 2012

Dzisiaj zabrałem się za wymianę oleju w Czarnuchu. Zajechaliśmy z synem po olej i klucz do filtra. Filtr oleju i filtr powietrza kupiłem już jakiś czas temu, czekały sobie tylko na jakiś pogodny dzień. A że taki się trafił to przebrałem się w ciuszki robocze i wiśta wio.
Spuszczenie oleju do kuwety poszło gładko. Leżę sobie pod spodem auta i patrzę..patrzę jak ścieka olej. A przy okazji przegląd podwozia. I zonk. Odpowietrznik powietrza przedniego mostu sobie dynda, ale to nic, bo szok przeszedłem widząc odkręcony z jednej strony amortyzator skrętu. Coś mnie tknęło, że na 30 minutach wymiana oleju się nie zakończy.
Ale właśnie. Olej sobie skapał, to zabrałem się za wykręcanie filtra oleju. I tu już nie było tak łatwo. Pierwsze to brak miejsca-ale to kompletnie, ani z dołu ani z góry nie można było się przyłożyć, żeby ten cholerny filtr ruszyć. A on sobie twardo siedział. Klucz (taki zwykły łańcuchowy) poddał się po 10minutach. Walnęło oczko. Nic, postanowiłem zrobić to sposobem "Tatowym". Ojciec mi kiedyś pokazał, jak walczyć z zasiedziałymi filtrami oleju. Złapałem największy klucz jaki miałem, młotek i jep, jep przebiłem kluczem ten filtr. Oczywiście siknęło olejem. Ale metoda którą swego czasu sprawdziliśmy na Citroenie BX tym razem się nie sprawdziła. Głównie dlatego, że miejsce pozwalało na max 15stopni skręcenia tego klucza.
Powalczyłem jeszcze ze 20minut, upaprany po łokcie, twarz, dłonie i ubranie w stanie tragicznym. Ale nawet nie drgnęło. Telefon do "przyjaciela".
Postanowiłem, że albo potrzebuję nowy, solidny klucz do filtrów albo odkręcę podstawę tego filtra. Ona z silnika wychodzi na kształt litery L z bloku silnika i tam jakaś śruba typu "gwiazda". Ale znowu ten brak miejsca.. Czekając na klucz męczyłem się dalej, nic z tego. Aby mieć lepszy dostęp odkręciłem nawet ...rozrusznik. I tak mu czyszczenie było potrzebne to od razu go przejrzałem sobie. Wymyty, obmacany (łożyska + szczotki) zamontowałem później.
W końcu klucz dotarł. Dziwne ustrojstwo, nigdy takim nie próbowałem, taki trzyramienny klucz. Bałem się trochę, że wymęczona, zniekszałcona puszka się tak łatwo nie podda. Już ostatniem sił zacząłem się szarpać z autem. I taraaam. Po 4 godzinach walki filtr się poddał. Reszta to już pikuś:
-nalać oleju
-wybić śrubę trzymającą amorek; ta siedziała solidnie więc trzeba było ją trochę pomłotkować
-zamocować rozrusznik
-odpowietrzenie przedniego mostu
I można odpalać.

Tak mi się przypomniał dowcip kiedy to blondynka wymienia olej (podjeżdza do warsztatu, pije kawkę i po 40minutach wyjeżdza autem). W tym samym czasie facet... no temu idzie gorzej, znacznie gorzej.. :-)
A to taki klucz mi pomógł. Nazwy firmy nie znam, koszt: 35zł.


piątek, 28 września 2012

Swego czasu wybraliśmy się z Krawcem na rajd Mazowieckie Trawersy. Dość duża impreza, zaplanowana na dwa dni. Nas już ociupinkę zaniepokoiło to, że mieliśmy zaopatrzyć się w ....kaski. I faktycznie. Zmoty, cieżki sprzęt, opony tak agresywne, że aż warczą..

 

Kłopoty...Mazowieckie Trawersy. No cóż, rajd w planach miał być dwudniowy. Arek miał jechać z nami swoim Patrolem. Ale pierdyknął mi alternator i od ręki nikt nie mógł mu w Warszawie wymienić.

Pojechaliśmy sami w sobotę. Pierwsze przeszkody.. a nam już miękko w nogach. Bo nikt się nie spodziewał, że w bliskich okolicach Warszawy można znaleźć takie fajne tereny. Błoto..błoto..trawersy - i to całkiem pokaźne. Zabawa naprawdę konkretna.

Straty od samego początku. Straciliśmy szybę, zagotowaliśmy się, pogięliśmy masę rzeczy. Zgubiłem telefon, coś tam jeszcze padło, ale szkoda wymieniać. Finałem był reduktor który klęknął. To nas wykluczyło z zabawy. Kawałek trasy próbowaliśmy zrobić na samym tyle..ale to raczej zabawa dla wyciągarki. Odpadliśmy.

Drugiego dnia zaatakowaliśmy drugim samochodem. "Muzyczny Patrol" Arka sprawdzał się całkiem nieźle do czasu .. bo przecież wariujący alternator to podstawa jeśli 1/2 trasy robi się na windzie. A wyciągarka śśsie prąd maksymalnie.

 

No to se pojeździliśmy. Oczywiście zostały całkiem przyjemne wspomnienia, a to najważnejsze. No i po rajdzie zostały mi dwa całkiem zgrabne kaski. Teraz młody w nich jeździ jak szalejemy czasami, ot tak, dla bezpieczeństwa.

13:29, mojjeep
Link Dodaj komentarz »

I jak tu się nie wkurzyć. W niedzielę kończy mi się ubezpieczenie Czarnucha. Już któryś raz upominam się u ubezpieczyciela o płatność (płacę k.kredytową, a to mega-skomplikowana-procedura-jest). No i nikt do mnie nie oddzwania. Zdaje się, że w poniedziałek przesiądę się na taxi.

Czarny nieubezpieczony.

Czerwony wciąż w warsztacie.

 

Może kupię trzeci samochód, tak na wszelki wypadek? Bo wygląda na to, że dwa jeepy nie zapewniają odpowiedniej redundancji :)

 

.. no to się wyżaliłem.. czas do pracy..

13:21, mojjeep
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 25 września 2012

Trochę z bzdurnej ciekawości trochę na serio wysłałem szczegółowy opis napraw których potrzebuje mój "Czarnuch" do kilku warsztatów 4x4. Zrobiłem to z wygody poprzez emaila. I zapadła cisza..
A teraz mnie zastanawia czemuż ach czemuż nikt mi nie odpisuje. I tak sobie myślę, że:
- ktoś stwierdził, że suma napraw jest tak wysoka, że właściciel (czyli ja we własnej osobie) nie wybuli takiej kasy na naprawdę śmietnika jeepem zwanego
- ktoś uznał, że to zagranie konkurencji i lepiej zignorować
- mój opis był amatorski i niewystarczający do wykonania wyceny
- jakieś inne opcje?

Zastanawiam się jak powinienem się zachować w tej sytuacji? Oddawać auto do 3 czy 4 serwisów, żeby je sobie obejrzeli, obmacali i dopiero wycenili?
Czy dzwonić do skutku do warsztatów a potem wymieniać im telefonicznie co musieliby mi naprawić?
Sam nie wiem, ale zaskoczony jestem brakiem odzewu. Nie robiłem tego incognito. Imię, nazwisko, namiary oczywiście umieściłem w zapytaniu. Trudno. Sam sobie zrobię wycenę i sam sobie zrobię auto jak tak, bo tu sprawdza się stara prawda: umiesz liczyć, licz na siebie.

W końcu po kilku dniach rozłąki postanowiłem sprawdzić co słychać z Czerwonym Grandem. Ale dodzwonienie się do warsztatu wymaga chyba odrębnej umowy z siecią komórkową. Może mój numer jest już na liście-nie-chcianych-numerów u właścicieli warsztatów jeepo-podobnych??
Efekt jest taki, że zapakowałem się w Czarnucha i podjechałem do warsztatu. I dupa. Znaczy auto niezrobione, w zasadzie niezdiagnozowane.. piękna sprawa, ale powolutku na ten warsztat zaczynam mieć ciśnienie. Nie chcę publicznie podawać imion, nazwisk, adresów itepe, ale auto stoi tam już ze 4 dni robocze.. i kwitnie ładną czerwienią pod płotem. A że teraz wyjeżdzam to przez 2 tygodnie będzie sobie autko stało. Fantastyczna perspektywa, nie ma co. Ale nic, w weekend przesiądę się na rower.


A jutro do krainy wikingów i ich grzecznych, ładnych, czyściutkich samochodzików...

niedziela, 23 września 2012

Tak sobie wczoraj siedziałem i wertowałem strony ww żeby ustalić co bym musiał zrobić w jeepie Czarnym, żeby doprowadzić go do bardzo dobrego (nie idealnego) stanu.

  • wymiana zbiornika LPG (+regulacja i wymiana filtrów)
  • chłodnica do wymiany-to akurat jestem w stanie zrobić sam. Przyzwoite chłodnice to Chłodnice Bydgoszcz (ok 300 zł)
  • Poduszka silnika -a w zasadzie dwie poduszki. Same poduchy to ca 80 zł/szt. Wymiana. Ciekawe czy dałbym radę samodzielnie je wymienić. Raptem 4 śruby do odkręcenie. Koszmarny dostęp, kwestia podniesienia silnika itp.
  • Krzyżaki wału - przednie krzyżaki to już masakra - kupić i wymienić, taki jest plan.
  • Uszczelnienia-uszczelnienia przedniej półosi, tylnego wału od strony mostu
  • Łożyska kół tylnych - no i uszczelnienia. Tego chyba się samodzielnie nie podejmę.
  • Krzyżaki półosi. Wiem już, że potrzebuję wersji od ABS. Sama wymiana nie powinna być problemem, ale istnieje sporawe ryzyko uszkodzenia uszczelniaczy półosi -a to wiąże się już ze zwalaniem mostu, a to bardziej przykra zabawa
  • końcówki drążków - w zasadzie warto by wymienić wszystkie
  • Amortyzator skrętu-sączy się, warto by go wymienić. Wymiana dość trywialna (jak już się ma amorek)
  • Wymiana oleju silnikowego - filtr oleju, filtr powietrza już mam.

Drobiazgi:

  • klakson przestał banglać
  • do wymiany ramię  i tylna wycieraczka -oczywiście trzeba adoptować od Fiata 126p (tam tylko odgąć w drugą stronę ramię).
  • Wysuwa się mocowanie odpowietrzenia przedniego mostu (od strony mostu właśnie)

 

Litania całkiem imponująca mi wyszła - zwłaszcza, że ww chcę zrobić przed sezonem wiosennym. Ale zakładam, że dam radę :)

13:06, mojjeep
Link Komentarze (1) »
czwartek, 20 września 2012


Nie wytrzymałem do weekendu i wlazłem pod samochód. To zboczenie jakieś musi być czy co. W każdym razie poskładałem wszystko do kupy, włożyłem bak, wyprowadziłem odpowietrzenie. Przed włożeniem postanowiłem wypłukać bak. Pomyślałem, że parę litrów paliwa które w nim było sobie gdzieś zleję. Przy obecnych cenach wachy to jak złoto..
Ale....
Jak już zlałem to do kuwety to aż klęknąłem. Nie paliwo to już było a jakiś mętny syf, zawiesina, coś pływało w środku. Tragedia. Po tym zaaplikowałem sobie płukanie baku - aż zobaczyłem dno w baku dopiero przestalem nalewać bieżącą wodę. Dopiero w takim stanie nadawał się do założenia na samochód.
Samo składanie to już banał-puściutki bak był lekki, trochę mocowania się z przewodami od strony wlewu paliwa. Ale do zrobienia bez wyposażonego warsztatu (baaa..bez garażu nawet).
Nalałem paliwka ... próbne odpalenie i zagdakał!
Chwilka zabawy żeby podpiąć jeszcze zmotany wyłącznik i tyle. No i jazda próbna obowiązkowo po bezdrożach zielonej Białołęki :-)

Jeden z naszych pierwszych rajdów, namówiony przez mojego pilota, (też Rafała). Jechałem w teamie z Arkiem (Nissan Patrol).

Granda (Czerwonego) oddałem do serwisu celem wymiany czujnika ciśnienia oleju. Druga sprawa to poprawka po tym jak wymieniali mi uszczelki pod pokr.zaworów. Jedna pokrywa chyba zbyt mocno była dociśnięta i w efekcie olej kapie dość mocno. Uszczelki wymienione były niedawno, nie objął ich pakiet startowy bo nie były pilne, ale w końcu się za to wziąłem.. i pech, bo teraz do poprawki.

Jadąc do warsztatu wrzuciłem na pakę rower żeby mieć czym wrócić. Na naprawę od ręki nie liczę i nie liczyłem - nim ten piec hutniczy V8 ostygnie to trochę czasu potrzeba. Teraz będę się poruszać XJ (takim bez baku i zagraconym w środku. Liczę, że to bardzo krótkotrwała zamiana.

 

Z tym czujnikiem to fajna sprawa jest. Zdaje się, że te czujniki robią z gównolitu bo padają -nieorginalne po paru tygodniach nawet, oryginalne niewiele dłużej. Zaleta oryginalnych to możliwość zareklamowania i po kłopocie. Tylko cena...

Druga fajniutka sprawa to dostęp do tego czujnika. Znajduje się z tyłu silnika, jest bardzo dobrze ukryty, dostęp fatalny. A żeby sprawdzić jaki to czujnik (bo różniły się, np.ilością kabli) to trzeba go najpierw wykręcić.

Poprzedni właściciel podarował mi nawet w spadku metalową śrubę która ma robić za korek zamiast rzeczonego czujnika. Ale patent mnie nie przekonał, więc zaślepka jeździ sobie w podłokietniku.

środa, 19 września 2012

Pogoda się spitoliła (pada znaczy) i zimno się zrobiło więc zaczynam czarno-krakać, że w weekend może być podobnie. Pech, bo właśnie dzisiaj dostałem pompkę paliwa. Szybki wypad do castoramy uzbroił mnie w nową rurkę z której zrobię odpowietrzenie baku paliwa. Poprzednie jest w stanie rozkładu. Muszę jeszcze pokombinować jak reanimować jeden z odpowietrzników, bo ma zmiażdżone wyjście na rureczkę. W najgorszym razie zaślepię całkowicie go – lepsze to niż woda która by się tam ewentualnie dostała. Jeepek ma LPG więc szanse na pełen bak paliwa są mizerne – raczej w okolicach rezerwy będzie jeździć, tyle, żeby pompka była zanurzona. To może takich gazów tam nie będzie, żeby wytworzyć niebezpieczne ciśnienie. Drugi odpowietrznik wygląda na sprawny i spełni swoje zadanie.

Czyli mam już wszystko... teraz niech mi ktoś to złoży do kupy ;-)

Dzisiaj miałem jechać z Czerwonym Grandem celem wymiany czujnika oleju, ale praca zawodowa mnie pochłonęła, o 19:00 skończyłem więc warsztat musi zaczekać z psuciem mi auta.

 

Szlag! Zdałem sobie sprawę, że nie kupiłem farby i pędzelka. Miałem ciachnąć jakiegoś himmerite żeby chalpnąć tu i uwdzie. M.in. chciałem pomalować te stalowe obręcze spinające.

 

W końcu zrzuciłem zdjęcia z aparatu. Przy okazji trafiło się zdjęcie młodego na torze gokartowym. Ze 2 tyg temu byliśmy na Bemowie – świetna zabawa, mimo, że rundka trwa 15min. Ale to minuty doskonale wypełnione adrenaliną.

 

Tagi: gokart
19:27, mojjeep
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2
Zakładki:
Http://go.jeep-xj.info/
Http://jeepnieci.pl
Www.jeep.org.pl/forum
Tagi