RSS
czwartek, 29 września 2016

Ale jak już zwolniłem ręczny, to poszło zdecydowanie szybciej 

Jeepek w warsztacie więc przesiadłem się na Hoohoohoondę. A że stała przez rok nieruszana, to wymiana aku, a jazda próbna wykazała, że piasta tylna zajeżdżona na śmierć i zaraz mi koło odpadnie. Pod firmą zdjąłem krawat, przebrałem się w dresik i na luzaczku wymieniam. 
Ściągacze do łożysk, młotek itepe wszystko pod ręką. Luz.
Zajęło mi to 3 razy więcej czasu niż planowałem. 
.
Nauczka na przyszłość: przed zdjęciem bębna hamulcowego zwolnić hamulec ręczny. Dużo lżej schodzi bęben. Hm.. i nie trzeba go naparzać wtedy młotkiem 2kg przez 15minut. Uczymy się ;-)

 


22:00, mojjeep
Link Komentarze (1) »
środa, 31 sierpnia 2016

Po pierwsze to blog żyje. Trochę zaniedbałem ostatnie miesiące z braku czasu. Ot postanowiłem sprawdzić, czy gdzie indziej trawa nie jest zieleńsza. Okaże się za parę miesięcy. W efekcie pracowałem na 1.5 etatu praktycznie przez całe wakacje.

Ale od wczoraj odprężenie. Co więcej jeepowi dałem prezent w postaci wizyty w wulkanizacji. Od paru tygodni pomaleńku wychodziło mi powietrze. Ot raz, dwa razy w tygodniu musiałem piardnąć w oponkę. Ale w kończu powiedziałem dość! Spodziewałem się wyroku w stylu: opony do wymiany, krzywe felgi, tryriald $$.

Trach. Za 2 koła zapłaciłem 12.90. Polskich Złotych. W tym wymiana 2 wentyli.

 

Zresztą, jesień się zbliża i chętnie bym się gdzieś ruszył Kojotem poza miasto.

Tagi: Kojot
11:36, mojjeep
Link Komentarze (2) »
środa, 06 lipca 2016

Tym razem bez zdjęć jeepa. Bo to wypad bez planu, ot tak zrobione 500 kilometrów. Ale Szlak Orlich Gniazd samochodem chodził już za mną od kilku miesięcy. Nie można chyba było wybrać gorszego terminu. Początek wakacji, upał ponad 30stopni. Do tego hasło "no to jadziem", spontan i ułańska fantazja. Z zapasów to 2 butelki wody i kocyk.W trasie na Częstochowę jakiś plan się ukluł-na pewno nie da się w ciągu kilku godzin zobaczyć wszystkich miejsc na szlaku. Pierwsze miejsce to pałacyk chyba ze strefy mroku. XVIII wieczny Pałac w Kłobukowicach. Pusty, mroczny, pachnący wilgocią. W takich miejscach skóra cierpnie nawet w środku słonecznego dnia. A nocą...? Brrrr...

 

Zamek w Olsztynie.

Przepięknie położony, fajna panorama, wkoło skałki idealne do wspinaczki.

Po drodze tylko "skała miłości". W sumie to sam nie wiem skąd ta nazwa.

A dalej...ehm...to już lekki niewypał. No bo szlak prowadzi do .... No to jadziem. Na miejscu okazuje się, że nie bardzo widać o co chodzi. Ani ruin, ani zamku. Ot miasteczko w którym można zjeść kebaba i lody. Tu zdjęć brak. Chyba, że Rafała zagryzającego kebaba lodem.

Kolejny punkt to dość imponujący Zamek Ogrodzieniec w Podzamczu. Akurat była jakaś impreza, więc tłum ludzi, płatne parkowanie, tłum ludzi, komercja, tłum ludzi.Ale Zamek ładny, świetnie przygotowany na najazd turystów. To nie tylko zabytkowe mury ale dodatkowo kilka wystaw, piwnice, sala tortur, jakieś Kmicice na koniach itp. I tu skończył się czas. Czas do domu. 

W auto i sru do domu. Ale wcześniej na parkingu wypatrzyłem takiego o smutnego garbuska.

wtorek, 21 czerwca 2016

Dojeżdżam do Pl.Zawiszy a tam z naprzeciwka nadciąga prawdziwa Strefa Mroku. Pochłonęła Pałac Kultury i połyka kolejne budynki...

...a potem jak nie pizgnie..

16:56, mojjeep
Link Komentarze (1) »
sobota, 28 maja 2016

Tak mi się przypomniało, że z dnia kobiet było jakieś wideło

A po namyśle zmieniam tytuł wpisu. Żadne tam "kobiece bulwarówki". Zdecydowanie baba z lotu ptaka.

12:17, mojjeep
Link Komentarze (2) »

W imię hasła "Jeepy się nie psują" przezwyciężyłem lenistwo długiego weekendu i chcąc nie chcąc wlazłem pod jeepa. Bo już od paru dni (tygodni?) zaczął szwankować mi prędkościomierz. W zasadzie bez prędkościomierza można żyć, obrotomierz na czerwonym polu i wystarczy. No bo to znaczy, że prędkość jest szybka i bezpieczna ;) 

Ale brak prędkościomierza=brak licznika kilometrów, a to już bardziej bolesne jak się ma bak lpg wielkości naparstka.

Czasami mam wrażenie, że jeżdżę autem elektrycznym-planowanie trasy, tankowania itp ze sporym wyprzedzeniem trzeba robić. Bo tak mniej więcej co 200 km, a w mieście to i częściej, tankuję. 

Naprawiam prędkościomierz:

  • 3 minuty szukania w necie i wiem, że odpowiada za to czujnik znajdujący się w obudowie tylnego mostu. Zlokalizowany. Angielska nazwa to Rear Wheel Speed Sensor
  • obserwacja zachowania prędkościomierza: założyłem, że skoro nie padł permanentnie, tylko opada w bardzo niemęski sposób, to znaczy, że może to jednak przewód łączący. Taki czujnik ma konstrukcję trywialną, i zazwyczaj zero-jedynkowo się zachowuje. Działa/nie działa.

Do garażu optymistycznie zabrałem ze sobą lutownicę, izolację i pół metra przewodu. I gorącą kawę. Naprawiłem w 30 minut, kawa mi nawet nie wystygła :-)

Druga naprawa to rezystor dmuchawy. Objawy to dmuchawa działająca tylko na najwyższym, 4-tym przełożeniu. Tu nie ma przebacz, potrzebny nowy rezystor. Sam rezystor kupiłem kilka dni temu, ale zwlekałem z naprawą. Dostęp trywialny, w kabinie, przy nogach pasażera. Czas wymiany: 20minut. Wentylator się kręci aż miło. 

Pora dopić kawę.

ps.Zdjęć nie mam, bo wolałem siorbać kawę niż wyginać się z aparatem.

poniedziałek, 23 maja 2016

W weekend wypucowałem, wypastowałem, wywoskowałem jeepa. Tylko po to, żeby w poniedziałek krzyknąć hej przygodo i wjechać bez zastanowienia w jakieś krzaki.

Ale takie kuszące miejsce było. Wokół mega-zielono, mało uczęszczana ścieżka za miastem. Po kilkuset metrach zresztą nawet ścieżka zanikła. No i zdecydowanie warto było. Chociażby po to, żeby nacieszyć się autem i fantastyczną pogodą, zapachami, słońcem, zielenią.

A jutro czeka mnie wymiana rezystora dmuchawy, potem wymiana oleju w silniku i skrzyni automatycznej. I jeszcze przewód prędkościomierza opada smutno, oby tylko kabelek na tylnym moście, bo czarny scenariusz to czujnik (=parę $$$).A w temacie małych aut to hoho-honda czeka na wymianę tylnej piasty. Piastę zamówiłem, jedzie se.

Pewnie długie i mozolne uruchamianie mnie też czeka, bo mija chyba 6 miesiąc jak stoi nieodpalana. Będzie ciekawie. To w ramach planów długo-weekendowych.

 

Tagi: jeep kj Liberty
21:09, mojjeep
Link Komentarze (2) »
niedziela, 13 marca 2016

KoJot w wersji przeprawowej? To nie brzmi dobrze. Ale warto było spróbować. Okazją był dzień kobiet w terenie organizowany przez dziewczynki z off-fear. Adrenalina podwójna, głownie dlatego, że miałem siedzieć grzecznie na fotelu p.i.l.o.t.a. Nazwa zobowiązuje "offoradowy dzień kobiet", więc to lejdis siedzą za kółkiem. Damy radę? No przecież, w końcu zapraszają SUVy...

Wyjazd w zasadzie z marszu. Tylko kanapki, tankowanie, minumalna ilość szpeju, taśma, lina, szekle i wio.

Na miejscu okazuje się, że SUVów na lekarstwo. Za to opony MT 33 cale i większe, stalowe zderzaki, wyciągarki i cała ta zabawa w wyścig zbrojeń.Ale zostaliśmy, no bo co, że niby my nie damy rady?? Na początku szkolenie, że prawa fizyki obowiązują też terenówki, nauka jak czytać roadbook, plombowanie kart drogowych, odprawa i w drogę.

Pierwsza konkurencja i po 200 metrach wisimy na mostach. Zawody połączone z częścią zręcznościową-w aucie mamy mokro, pierwsze szarpanie fury za nami. Zero punktów i lekko urażona duma. 

Druga konkurencja-tor offroadowy z pieczątkami to najfajniejsza część. Powoli, bez jazdy na czas, przy jęku zawieszenia i wyciu męczonego silnika kończymy z kompletem pieczątek. A jakoś lekko nie było, wszystko tyłem, albo spore wzniesienia. Potem zabawa w slalom z oponą ciągniętą tyłem. Zgrzyt. Komunikacja werbalna! Kto to wymyślił?? Ostatnia konkurencja na torze to slalom z zawiązanymi oczami. Poszło gładko. A nie, jeszcze jednak konkurencja-była jazda "na pilota", tyle, że ten stał za autem, pokazywał tylko gestami gdzie i jak jechać. 

Potem krótka micha, krótka acz nerwowa walka z reduktorem, który w KoJocie nie bardzo chciał się wypiąć i ruszyliśmy na trasę z roadbooka. 55kilometrów szutrów, trochę błota (tu dumni, bo kojot przeszedł jak przez masełko, z marszu). Ukłon w stronę org-ów, bo roadbook rozpisany wzorcowo. Najwyżej jeden punkt na kilkadziesiąt kratek budził wątpliwości. Nieźle.

Dalej to już z górki-ognisko, kiełbaski, rozlosowanie nagród. 8 miejsce dla załogi numer 8. Widocznie musimy jeszcze poćwiczyć :-)

Strat w ludziach brak, poważnych strat w sprzęcie też brak.

sobota, 27 lutego 2016

No, zapisałem się, a co. Blisko, pod Warszawą, tak dla odmiany na miejscu pilota.

Trochę mnie to przeraża, całe to pilotowanie. Najwyżej jakaś melisa przed i... będę robił za fotografa :-))

czwartek, 24 grudnia 2015

Aparat fotograficzny?

Naładowany

Telefon/smartfon? Naładowany

Telefon służbowy (tak na wszelki wypadek)? Naładowany

Kamera sportowa? Naładowana

Karabinek ASG? Naładowany

Laptop? Naładowany...

i mogę ruszać na małą wycieczkę pod miasto :-)

Ale tak na wszelki wypadek zabiorę inwerter, żeby w razie "W" mieć 220V w aucie.

Tagi: 4x4 baterie
12:08, mojjeep
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 20
Zakładki:
Http://go.jeep-xj.info/
Http://jeepnieci.pl
Www.jeep.org.pl/forum
Tagi